Sto sześćdziesiąt na liczniku Dopiero zaczynam dzień

Poczet Patrycjuszy
Miasta Gdańska

Polikarp Maciejczyk


Sto sześćdziesiąt
Na liczniku
Dopiero zaczynam Dzień

Jest na trasie
Przygód mnóstwo
Człowiek ma już
Tyle lat
Moim hobby
To podróże
To mój wigor

Moja wiosna
I mój czas

Egipt to jest
Moja Mekka
A i opływałem świat
To ta moja
Perspektywa
Że ciągle
Daleko meta
I czy sztorm jest
Deszcz czy słońce
Mnie unosi
Fala
Wiatr

Dobrze mieć
Ten wiatr
Wciąż w sobie
To ta pasja
To ten cel
Dobrze płynąć
Płynąć
Płynąć
I odkrywać
I podziwiać
Za brzegiem
Kolejny brzeg

Miasta kraje kontynenty
Znajomości
Przygód sto
I tak z Losem
Układać się
By mieć w dłoni
Jego dłoń

Dłoń przychylną
Dobrą
Ciepłą
A gdy trzeba
Żar i płomień
I tak co dzień
Dni mnie niosą
W tę bezkresną
Wieczną dal
Stopy parzą
Dokąd jeszcze
A źrenice
To sam ogień

I tak znów
Kolejna wiosna
Mnie rozpiera znów
Mój Wiatr
I tak pędzę
Jaguarkiem
Aż tu nagle
Radar
Stop

Punkty mam
Safari pikuś
Mały pikuś
Można rzec
Punktów mam
Od razu dziesięć
Dodatkowo
Jeszcze sześć

Pomiar trudno

Jest dokładny
Wyświetliło
Taki stan
Taka szybkość
Jakie czasy
I jeszcze w w kołach
Ten wiatr

Lubię gdy opony grają
Wtedy jazda
To ten szok
Sto sześćdziesiąt
Na liczniku
I ta noga
Pełna gazu
I w dłoni ta pasja
Los

A Stróż Prawa
Mówi twardo
Pan Emeryt
Taki pośpiech
Dokąd
Żal
Mówię

Ja tylko szybkością
Zdążę jeszcze
Poznać świat

I zaleca
Żebym jechał
Osiemdziesiąt
Osiemdziesiąt
To ja mam
To lepiej wędrować pieszo
Ale ja tak wędrowałem
Mając osiemnaście lat


Teraz jechać mam
I jechać
I przed siebie
Prosto gnać
Żal przeszkadzać
Żal zatrzymać
Tylko bowiem
W tych prędkościach
Przede mną
Otwarty świat

Leczy mnie
Ten impet
Siła
Ta świadomość
W dłoni
Los
I świadomość
Tyle mocy
I ta co dzień
Perspektywa
Cel otwarty
To mój dom

Mówią punkty
Jakie punkty
Takie punkty
Tylko stres
Jaguarkiem
Pędzić muszę
Gdy minimum
Na liczniku
Sto sześćdziesiąt
Wtedy swój
Zaczynam dzień

Wszędzie jestem
Wszędzie zdążam
I dziwię się sam
Co za czas
Ja już zwolnić
Nie potrafię
Prędkość to jest
Moje credo
Brak pospiechu
To nie ja

Lecz jest taka sytuacja
Bez pośpiechu
Pełny luz
Kiedy jestem
Z moją Wiosną
Sam na sam
Aż płonie dom

To ta chwila
To ten nektar
To ten mój
Prawdziwy
Stop
I dziękuję za tę
Wiosnę
Pełna mocy i kadzideł
Że aż szok

Tu refleksja i zaduma
I ten pełen zdumień świat
I świadomość
Ta świadomość
Ja emeryt
Gdzie i kiedy
Której nocy
W jaki dzień
Przecież wiek
Dwudziesty pierwszy
Jest to przecież
I mój wiek

Mówią
Punkty
Jakie punkty
Takie punkty
Tylko stres
Jaguarkiem pędzić muszę
Gdy minimum
Sto sześćdziesiąt
Wtedy swój
Zaczynam dzień

Pan Bóg przecież
Też się śpieszył
W jeden tydzień
Stworzył był
Ten cały świat
Z tempem tym
Na świat przyszedłem
Szybkość
Żadnych punktów
Nie przyjmuję













Szybkość
To minimum
Sto sześćdziesiąt
To już zawsze
W genach mam

Ilustracje
Archiwum Internetowe
Stanisław J. Zieliński
Tekst
Stanisław  J. Zieliński

8.04.2010




Publikacja na blogu
8.03.2018






Komentarze

  1. Poczet patrycjuszy Miasta Gdańska...Mam nadzieję, że właściwie odczytuję misję tych Czcigodnych Szafarzy swojej Codzienności, którzy tak pięknie wpisują się swoją pasją w tę każdą kroplę Gdańskiego Czasu ...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Książkę o sobie To Pan Wojciech Kotlicki Mieszkaniec Gdańska napisze Sam

Na Kociewiu i Kaszubach

Tu przy ulicy Leszka Białego Prawie mój cały Gdańsk