I ile razy Panie Polikarpie Przywołujesz to zdanie Polikarp Maciejczyk Zawsze sobie radził

 

I ile razy

Panie Polikarpie

Przywołujesz to zdanie

Polikarp Maciejczyk

Zawsze sobie radził

Nawet  i wtedy

Kiedy miał już


I pod tę 

Przysłowiową górkę

I zawsze to zauważał

Dopiero  wtedy

Kiedy już był stanął

Na owej górce

I dziwił się sam sobie

Jakże to mogło się stać

Lecz to jest ten

Impet życia

To ta siła

I ten wigor

Kiedy jakiś tam

Przygodny kłopot

To li tylko

Drobny żart

 

Nie zdążyłem

Spytać Mamy

Jak przyszedłem

Na ten świat

Czasy jak to wtedy na wsi

Czasy ciężkie

Czasy trudne

Jednak nie spytałem Mamy

I już dzisiaj

Nikt mi nie powie

Czy przyszedłem

Na świat tak normalnie

Czy po prostu

Przyszedłem w czepku

Mama skromna

Wiejska kobiecina
Jakże szlachetna

Jakże zaradna

Z każdej sytuacji wyszła

Na pierwszym miejscu

Zawsze był Bóg

Już od wczesnego ranka

Ta gorliwa do Boga modlitwa

Mam to wszystko

Co dzień w sobie

To ten mój

Największy skarb

To to źródło

Z jednakową siłą

Bijące zawsze

I codziennie i we mnie

Stąd ta nadzwyczajna siła

 


Modlitwa to także

Ów klucz

Do Tamtego Czasu

Gdzie już tak wielu

Najbliższych i Znajomych

Znajomych i Przyjaciół

Ze wszystkich moich lat

Moi Nauczyciele

Moi Przełożeni

Moi Wychowawcy

Każdy w mojej modlitwie

Do Boga

O ich szczęśliwe

Wieczne życie

To moje wdzięczne

Honorowe miejsce ma

Dzięki owej modlitwie

Rozmowie z Bogiem

I Ich ziemski czas

Dalej trwa

I wszyscy oni dalej

Tutaj są chociaż

Fizycznie ich nie widać

Jednakże ten świat

Po Tamtej Stronie Czasu

Trwa jednak pośród nas


Oczami serca

I oczami duszy

Jakże wyraźnie

Dalej wszystko widać

I to także

W środku nocy

Nie tylko  za dnia

 

I ta relacja

Nie jest tylko

W jedną stronę

I ku mnie  od Nich

Bije ta dobra

Serdeczna siła

Zawsze są ze mną

We wszystkich moich myślach

Życie życie

Potrafisz być

W pogodne

I wzburzone

I mądre i piękne i wielkie

Przemijające

I nieprzemijające

Jakże naprawdę mnie uczysz

Czym naprawdę jest szczęście

Dopiero będąc na tej górce

Dopiero chyba wtedy

Można rzec

Życie moje jest spełnione

Jest udane

Gdy Twoje dni wszystkie

To ta jedna

Pielgrzymka Serc

Codziennie ku sobie

W tęsknocie i radości

A nie w żałobie

I choć na liczniku

Równo osiemdziesiąt pięć

To mimo to

Żadne ograniczenie prędkości

Mnie już nie zatrzyma

Siłą rozpędu rozpiera mnie

Ten wigor

Ta siła

I dziękuję Bogu że

Tej mojej ziemskiej mety

Szczęśliwie dalej nie widać

Tylko ta moja droga

Prosta widoczna

Biegnie i biegnie

Ino tylko słychać

Tykanie licznika


Ilustracje

Zapożyczone 

Z Albumu Bohatera tekstu

Archiwum Internetowe

Stanisław Józef Zieliński

Tekst

Stanisław Józef Zieliński

 14. 09. 2023  

 

 

 

 

 

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Książkę o sobie To Pan Wojciech Kotlicki Mieszkaniec Gdańska napisze Sam

Na Kociewiu i Kaszubach

Tu przy ulicy Leszka Białego Prawie mój cały Gdańsk