Dzień zatrzymał się Tak nagle

 


Dzień zatrzymał się

Tak nagle

W Twoje słowa zasłuchany

Czcigodny Panie Polikarpie

Bo wnet tyle jest refleksji

W latach które

Już minęły

Już minęły lecz i trwają

Choć na progu

Mimochodem

Trwają zmierzchem

Trwają brzaskiem

I Twoim pełnym południem

Zawsze była ta nadzieja

I ta ufna Wiara w Boga

I rok każdy był udany

I gdzie tylko było trzeba

To Polikarp 

Swemu wyzwaniu

Zawsze był

Na piątkę sprostał

I był  w wojsku

W firmach wielu

I środowisk było wiele

Wszędzie sprawy i zadania

I na czas

Zawsze na czas

I marszruta wprost do celu

Jest coś jednak

Co mnie boli

I wytrąca zawsze

Z miejsca

Nie  znajduję zrozumienia

U drogiego mi człowieka

On mi mówi żem ja Goebbels

I taki propagandysta

Zapatrzony tylko w siebie

I ta sztuka w moim życiu

Uczyniła ze mnie mistrza

Tak uwiera mnie ten pogląd

To jest potwarz i zniewaga

I w tym jest mój

Straszny smutek

Bowiem od pewnego czasu

Tak on widzi

Moje lata

Zawsze miał 

Ode mnie wszystko

Jeszcze kiedy był studentem

Miał mieszkanie

I miał auto

I rejs dookoła świata

Na naszym statku "Batory"

Kiedy były już wakacje

I nie wiedział

Co to problem

Nie znał 

Co to niedostatek

I patrzyłem 

Zawsze w niego

W moje lustrzane odbicie

I w najświętszy

Mój Obrazek

Dzisiaj gdy już

Lat jest tyle

I wiek czasem

Czuję w gnatach

Jakże pragnąłbym usłyszeć

Chociaż łyk

Dobrego zdania

Wszystko grzęźnie coraz dalej

Ciężko czasem

Ruszać w drogę

Czemu to tak

Nie tak poszło

Święty Niezawodny Boże

Toż to jakbym stracił serce

Stracił głowę

Stracił rozum

Wszystkie było

Takie pewne

Tak pewne

Prosto na podium

Czy mnie Panie Boże uczysz

Nic pewnego nigdy nie ma

Jeśli jednak

Chcesz mieć pewność

To tę pewność

Jednak musisz

Widzieć przez  niepokój serca

Nie przewidzisz

Nie ustrzeżesz

To co Tobie jest pisane

Wybacz Panie moją skargę

Przed Twoim Świętym Obliczem

Tyle razy  powtarzaną

Wraz z moim
Całym sumieniem

Gdy tu w moim całym życiu

Goni sukces za sukcesem

A to takie wciąż uparte

Takie wciąż niewykonalne

Ciągle jest nie do ruszenia

Ów kamień na mojej drodze

Umocniony jakimś czartem

Żebym miał na moim życiu

Życiu pięknym dumnym wzniosłym

Tę bolesną ciężką skazę

Aż ku Tobie

Oczy moje

Ciężko podnieść

Dobry Boże






Ilustracje

Album Bohatera  tekstu

Stanisław Józef Zieliński

Tekst

Stanisław Józef Zieliński

30.09.2023

 

 

 

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Książkę o sobie To Pan Wojciech Kotlicki Mieszkaniec Gdańska napisze Sam

Na Kociewiu i Kaszubach

Tu przy ulicy Leszka Białego Prawie mój cały Gdańsk