Rozmowa Ojca Polikarpa

Z Synem Marnotrawnym

 

Zawsze chciałeś być tym ważnym

I iść chciałeś swoją drogą

I to nawet co mówiłem

Jakże bardzo

Bardzo często

Albo wprost

Trafiało w próżnię

Albo przechodziło obok

 

Ja do Ciebie serdecznie

Zawsze wszystkim

Przede wszystkim

Któż mi może

Być najbliższy

Zawsze Mój Syn

Mi Najbliższy

 

I płynąłeś na Batorym

Podróż z Synem

Jakież szczęście

I płynąłeś razem ze mną

Tyle razy ile chciałeś

Żebyś dobrze ów

Być naocznie

Oko w oko

Spotkał się z tym naszym

Z tym cudownym

Pięknym światem

Byś potem przez Życie całe

Żył w tym cudownym zachwycie

 

Ten błysk w oku

Twoim oku

Zwiastun szczęścia

Wulkan życia

Do dziś widzę

Do dziś słyszę

Balsam Ojcowskiego Serca

 

Wszystko wiodło mi się zawsze

Wszystko zawsze

Szło na medal

I dzieliłem się

Właśnie tym wszystkim

Dzieliłem się z Tobą

Bo jakżeby

Bo jakżeby

Z kim innym

Syn Ojcu zawsze Najbliższy

Ale Ojcu Syn

Nie zawsze

 

I kiedy już studiowałeś

Nie akademik

Nie jakaś stancja

Był stołeczny apartament

Poselska lub ministerialna kwatera

Nie wynajem

Ale Twoja

Twoja własna

I nie tramwaj

Nie autobus

Nie jakaś tam

Naprędce łapana taksówka

Ale wdzięczna limuzyna

Żebyś wszędzie

Był przed czasem

Mając zawsze ów status

Szczęśliwie Cudownego Dziecka

Status szczęśliwie

Cudownego Mojego Syna

 

Na nic nigdy nie czekałeś

Wiele spraw nie było

Nawet w Twoich

Mocno rozbieganych myślach

Wszystko było zawsze

Podane Tobie

W samą porę

Bowiem zręcznie

Czytał w Twoim sercu

Twój Niezawodny

Ojciec Polikarp

 

 

Jednak mimo naszych spotkań

Zdawać by się mogło szczerych

Mimo mojego ojcowskiego

Zachwytu nad Tobą

Twoje myśli

Twoje słowa

Nie ku mnie serdecznie szczerze

Li tylko obok mnie biegły

 

I egzamin wypadł marnie

By się sprawdzić

I wyzwaniu swemu  sprostać

To był zawsze ów

Ten fałszywy manewr

I ta Twoja

Zgubna droga

 

I tak wszystko wywrócone

I u Mnie i u Ciebie

Jedno wielkie trzęsawisko

Tylko straty przeogromne

Wszystko trąci

Jedną klęską

 

Synu Synu Marnotrawny

Czy to wszystko

Takie trudne

Żebyś Moje Słowa

Zawsze przyjmował

Serdecznie i Szczerze

I bezwzględnie je do końca

Chciał naprawdę je zrozumieć

 

To jam był ten mały pikuś

Niezgłębiony sejf na kasę

Nawet Goebbels

I takiego bowiem zawsze

Chciałeś we mnie

Widzieć kłamcę

 

Jaki letarg ów jest silny

Jak potrafi mocno trzymać

Letarg ów i nadal trzyma

A to już jest tyle lat

Także i Mojego Syna

Tak był wtopił się

Tak mocno

W ten bogaty

I jak jakże zwodniczy świat

 

Jeśli wszystko było w porę

To co w tym wszystkim

Było nie tak

Że tak zawsze

Na swojej drodze

Tak zawsze dziwnie

Byłeś obok mnie

Mimo iż ja tak zawsze

Tak bardzo

Byłem przy Tobie

A dziś już prawie

Dziewięćdziesiąt Lat

I z ta górą niepowodzeń Twoich

Już nie do końca

Skutecznie radzę sobie

Mój Dobry Wielki Boże

Czymże zarobiłem sobie

Na ten wielki

I smutek

I żal

 

Stanisław Józef Zieliński

Zapis rozmowy w dniu 13.09.2024

 

 

 

 

  

 

   

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Książkę o sobie To Pan Wojciech Kotlicki Mieszkaniec Gdańska napisze Sam

Na Kociewiu i Kaszubach

Tu przy ulicy Leszka Białego Prawie mój cały Gdańsk